Północne Mazury i Delphia 33 MC

Nie ma nic lepszego w słoneczne gorące lato jak wypoczynek nad wodą! A gdzie w Polsce znajdziemy najwięcej wody (słodkiej)? Na Mazurach oczywiście!

Ponieważ ostatnie dwa lata żeglowaliśmy po południowych jeziorach, w tym roku postanowiliśmy udać się na północ (od Giżycka). W związku z tym rozpoczęliśmy przygodę już w listopadzie od poszukiwania odpowiedniej firmy czarterowej. Po głębokich analizach rynku wybór padł na firmę Bielak Czartery w Pięknej Górze. W swojej ofercie mają wiele jachtów, które spełniały nasze oczekiwania i jeszcze więcej, które były mniejsze albo motorowe czyli naszych oczekiwań nie spełniały. Nawiązałem kontakt, ustaliliśmy warunki umowy, terminy, wybór jachtu – Delphia 33 MC z silnikiem stacjonarnym i kostkarką do lodu! W cenie mieliśmy pierwszą i ostatnią noc w przystani gratis oraz zniżkę na parking na terenie hotelu. Na miejscu poznaliśmy Michała Bielaka, który okazał się być człowiekiem sympatycznym, pełnym profesjonalizmu. Przed wypłynięciem wszelkie formalności odbyły się błyskawicznie i wciągu kilkunastu minut byliśmy gotowi do rejsu.

DSC_5405

Mijając przepiękne wyspy jeziora Kisajno płynęliśmy na północ studiując mapę w poszukiwaniu pierwszego miejsca noclegowego. Najciekawsze miejsce na dziko, które udało nam się wtedy  znaleźć to Poganckie Kępy na jeziorze Dargin. Generalnie brzeg na tym jeziorze jest albo niedostępny, albo zagospodarowany. Jedyny fragmentem tego jeziora, którego nie zdążyliśmy eksplorować to zatoka Łabap. Nie udało nam się również odwiedzić jeziora Dobskiego. Brak wiatru i strefa ciszy nie współgrają ze sobą. Na Darginie znajduje się również Sztynort, który odwiedziliśmy jedynie ze względu na fantastyczną smażalnie ryb “U Córki Rybaka”. Polecam, nawet kosztem noclegu w dużym, głośnym i zatłoczonym porcie jakim jest Sztynort.

DSC_5708

Widok na Mamry z wieży widokowej w Mamerkach

Po przeprawieniu się pod mostem (składanie masztu) na trasie Sztynort – Harsz wylądowaliśmy na jeziorze Mamry, które prawdę powiedziawszy rozczarowało nas swoją stosunkowo niewielką powierzchnią. Tam natomiast było zdecydowanie lepiej jeżeli chodzi o noclegi. Przyjemna, choć nieco za duża przystań w Kietlicach z dobrym piwem z sokiem z kwiatów bzu, ale nie najlepszą kuchnią. Wspólne ogniska i śpiewy – jeżeli ktoś to lubi, to odnajdzie się tam bez problemu. Inna przystań to Mamerki, a właściwie mała zatoczka tuż obok na południe to urocze, kameralne miejsce, gdzie można kupić świeżo złowioną rybkę. Absolutnie numer jeden naszego rejsu. Cisza, spokój, piękne okoliczności przyrody.

DSC_5353
W Mamerkach w odległości raptem 100 metrów od naszego jachtu znajdował się jeden z wielu bunkrów słynnego kompleksu “Miasto Brygidy” czyli centrum dowodzenia i łączności wojsk niemieckich z okresu drugiej wojny światowej. Bunkry fajne, ale rozrywka w postaci “muzeum”, repliki wnętrza U-Boota, “Tajnych Broni III Rzeszy” czy innych eksponatów jest tania i kiczowata. Przewodnika brać nie polecam – strata czasu.

DSC_5780
Dla zaspokojenia ciekawości wpłynęliśmy na jezioro Święcajty, gdzie nocowaliśmy przy wyspie Tartacznej – również przyjemnie miejsce. Od północnej strony wyspy jest dość głęboko, więc nawet dużym jachtem można przycumować wystarczająco blisko brzegu. Poza tym, samo jezioro nie prezentuje nic ciekawego.

DSC_5514

Wracając do Pięknej Góry płynęliśmy wzdłuż zachodniego brzegu jeziora Kisajno, między Ostrowami. Bardzo ładna trasa i kilka fajnych miejsc na nocleg. Odwiedziliśmy Zimny Kąt, uroczą zatoczkę nad miejscowością Guty, gdzie na pewno kiedyś zatrzymam się na dłużej. To chyba najpiękniejsza część Mazur jaką do tej pory widziałem. Bez reklam, kiczowatej rozrywki, tłumu ludzi i głośnej muzyki.

DSC_5910

Porównując część północną do południowej zauważyłem, że pomimo większej powierzchni jezior na północy wcale nie czuje się więcej przestrzeni i nie jest tak, jak mi się wydawało, że będzie można jednym halsem płynąć nie wiadomo jak długo. Pewnie dlatego, że co krok spotykaliśmy mielizny, wyspy i inne przeszkody. Na plus dla południowej części miałem wrażenie, że więcej jest miejsc do cumowania i noclegu poza portami, choć północ mniej zagospodarowana wydawała się bardziej dzika i naturalna. Na pewno będę jeszcze weryfikował swoje spostrzeżenia!

DSC_5509

Po tygodniowym rejsie po północnych Mazurach mogę również śmiało stwierdzić, że wybór jachtu Delphia 33 MC był dobrą decyzją. Jacht prowadzi się bardzo dobrze, ostro idzie na wiatr, silnik stacjonarny diesla z gigantycznym zbiornikiem paliwa (ponad 100 litrów) był bardzo ekonomiczny. Wnętrze jest obszerne i wygodne, a dziobowa koja to iście królewska kajuta. Bezproblemowe zdanie jachtu potwierdziło również dobrą decyzję w wyborze firmy Bielak Czartery – polecam!